Drukuj Drukuj

Powiedz mi, kim jesteś…Barbara Kapusta

Autor: Dorota Kozdra
Opublikowano: 29.02.2024
Powiedz mi, kim jesteś…Barbara Kapusta

Dziś przychodzę do Państwa z kolejnym reportażem z cyklu „Powiedz mi, kim jesteś…”. Gwoli przypomnienia: seria artykułów niniejszego cyklu dotyczy rozmów z ciekawymi ludźmi, pełnymi rozmaitych pasji, które z powodzeniem realizują. Bohaterką tego odcinka jest Pani Barbara Kapusta. Wpadłyśmy na siebie przypadkiem w Janowskim Ośrodku Kultury, kiedy przyniosła piękną figurkę na licytację WOŚP. Od słowa do słowa i dowiedziałam się, że Pani Basia para się szeroko pojętym rękodziełem. Pomyślałam sobie, że koniecznie muszę się z nią spotkać i porozmawiać na ten temat, zobaczyć owe cuda na własne oczy. Umówiłyśmy się na wywiad.

Pani Basia zaprosiła mnie do swojego domu, który przekształciła w jedną wielką pracownię. Na ciekawej rozmowie, przy dobrej herbacie i w otoczeniu cudownych dzieł szybko mijał nam czas. Moja rozmówczyni zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie; roześmiana, energiczna, w ciągłym ruchu, z bardzo entuzjastycznym podejściem do życia, które podkreśliła tymi oto słowami: „Boję się, że nie będę umiała się zestarzeć. Tyle mam jeszcze pomysłów, którym trzeba dać życie…”. No i właśnie przechodzimy do meritum. Skąd te pomysły się biorą i jak do tego doszło. A to było tak…

Pani Basia przez około 20 lat pracowała fizycznie; najpierw na maszynach w fabryce potem na magazynie. Zawsze z ludźmi, zawsze aktywna. Dom, praca, rodzina, ogród na działce (jej druga pasja) – zajęć nie brakowało. Jej myśli nawet nie otarły się o pomysł z rękodziełem. Poważne problemy z kręgosłupem wykluczyły ją nie tylko z pracy zawodowej, ale z większości dotychczasowych aktywności. Nagle z dnia na dzień musiała zmienić tryb życia, pojawił się nadmiar wolnego czasu, którego nie miała czym zagospodarować. Z pomocą przyszła sąsiadka. Zachęciła Panią Basię do spróbowania swoich sił z „papierową wikliną”. Polega to na tym, że skręca się z gazet rurki, które finalnie przypominają słomki do napojów. Potem z tych rurek wyplata się różne rzeczy, utwardza się bejcą; można też pomalować na kolorowo. Rzeczy zrobione w ten sposób do złudzenia przypominają wyroby z prawdziwej wikliny i są równie wytrzymałe.  Pani Basia spróbowała; najpierw bez przekonania, ale jak się wkręciła, to dalej już samo poszło. Od tamtej pory minęło już blisko 20 lat, a ona wciąż odkrywa nowe techniki, uczy się nowych rzeczy, tworzy coraz więcej, a jej prace mogą śmiało konkurować z pracami „zawodowych artystów”.

Papierowa wiklina to był początek. Co było dalej? Dalej był konkurs wielkanocny w Janowskim Ośrodku Kultury. Ciężko jej było się przełamać i wyjść do ludzi ze swoją twórczością. Pani Basia jest bardzo skromną osobą, uważa że są lepsi od niej. Może i są, ale realizacja swoich pasji polega na włożeniu serca w to co się robi. A ona serca nie żałowała, przy czym okazało się, że i predyspozycje ma odpowiednie i cierpliwość. Zaczęła uczęszczać do Klubu  Pracy Twórczej, który kiedyś działał przy JOK. Tu pierwszy raz zetknęła się z techniką decoupage. Pierwsze prace z użyciem tej metody to były wielkanocne jajka. Poznawała coraz więcej ludzi związanych z szeroko pojętym rękodziełem, podpatrywała ich przy pracy, uczyła się szybko i chętnie. Najpierw uczestniczyła w różnych warsztatach potem posypały się zaproszenia, by sama zaczęła je prowadzić; dla dzieci, dla kół gospodyń wiejskich, dla pasjonatów takich jak ona sama. Jej wyroby szybko zyskiwały uznanie i stawały się produktami pożądanymi w wielu domach. Zaczęły się sprzedawać pierwsze prace, spływały pierwsze zamówienia; szczególnie w okolicach świąt. Przez lata Pani Basia udoskonaliła swój warsztat i od prostych koszyczków przez bombki i pisanki przeszła do bardziej skomplikowanych wzorów, form i technik. Poznała tajniki power-texu i mix-media. Szczególnie zachwyciły mnie jej anioły i wszelkiej maści pudełka, puzderka, szkatułki; bogato zdobione i malowane. W swoich pracach często wykorzystuje elementy naturalne; szyszki, kawałki kory, drewna, kolorowe kamyki… Mnie – zupełnemu laikowi w temacie – do głowy by nie przyszło, że można z tego robić takie cuda. Jej dom to prawdziwa skarbnica materiałów wszelakich, skrzętnie upakowanych w rozmaite pudła i torby. Korale, materiały, włóczki, koronki…czegóż tam nie ma. Nigdy nie wiadomo co i do czego się przyda. Część z tego pozyskuje sama; kupuje, dostaje, znajduje na spacerach, „odzyskuje” z niepotrzebnych już rzeczy, wymienia się z innymi podobnymi jej pasjonatami.

Pani Basia poświęca swojej pasji codziennie po kilka godzin, a jak ją coś szczególnie wciągnie to i po kilkanaście.  Z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że to artystka przez duże „A”, choć ona sama tak nie uważa. Przy całym tym zainteresowaniu jej pracą ona zachowała skromność i wciąż trudno jej uwierzyć w sukces. a przecież on już nadszedł, teraz tylko wspina się po kolejnych jego stopniach.

Na koniec naszej wielce emocjonalnej rozmowy zostałam obdarowana przepięknym aniołem, wykonanym z pieczołowitością i dbałością o każdy szczegół. Wierzę, że przyniesie mi szczęście, bo został stworzony z miłością, z wielkiej pasji i podarowany od serca.

Na tym kończę opowieść o naszej lokalnej artystce – Barbarze Kapusta. Niebawem wrócę do was z nową opowieścią.

A może to właśnie Ty, drogi Czytelniku, chcesz zostać jej bohaterem? Jeśli robisz w życiu coś ciekawego i chcesz mi o tym opowiedzieć, proszę o kontakt  pod nr tel. 15 87246 77 lub drogą mailową jok.kamila.s@gmail.com

Tekst; foto: Kamila Strykowska-Momot

facebook youtube